Co zrobić z linkami i wizytówkami NAP po zmianie domeny firmy?
Zmiana domeny nie oznacza, że trzeba budować profil linków i wizytówki NAP od początku. Najpierw trzeba zrobić trzy rzeczy: przekierować stare adresy na ich właściwe odpowiedniki w nowej domenie, zinwentaryzować zewnętrzne linki oraz poprawić najważniejsze publikacje i profile firmowe. To kolejność, która ogranicza ryzyko. Próba ręcznej zmiany setek odnośników przed uruchomieniem poprawnych przekierowań jest odwróceniem priorytetów.
Nie należy przy tym mylić zmiany domeny ze zmianą siedziby firmy. Jeśli przedsiębiorstwo nadal działa pod tą samą nazwą, pod tym samym adresem i numerem telefonu, podstawowe dane NAP — Name, Address, Phone — nie zmieniają się. Zmienia się natomiast jeden z ważnych elementów rozszerzonej wizytówki: adres strony internetowej. I właśnie ten element trzeba uporządkować w katalogach firm, profilach społecznościowych, publikacjach sponsorowanych i innych miejscach odsyłających do starej domeny.
Jak przygotować listę miejsc prowadzących do starej domeny?
Nie zaczynałbym od wpisywania nazwy firmy w Google i ręcznego przeklikiwania wyników. Taka metoda szybko staje się chaotyczna, a przy większym profilu linków praktycznie gwarantuje pominięcia.
Pierwszym źródłem powinny być raporty z wcześniejszych publikacji. Jeżeli firma kupowała artykuły sponsorowane, wizytówki NAP albo inne linki, warto odszukać zestawienia otrzymane od wydawców i agencji. Takie raporty są szczególnie cenne, ponieważ pokazują konkretne adresy publikacji oraz często pozwalają ustalić, kto ma możliwość ich edycji.
Drugie źródło to własna ewidencja wizytówek firmy. Powinny znaleźć się w niej nie tylko katalogi NAP, ale również profile branżowe, profile organizacji zawodowych, katalogi producentów i dystrybutorów, strony izb gospodarczych czy profile partnerów handlowych.
Dopiero później rozszerzałbym listę o dane z narzędzi pokazujących backlinki. Przydatne są przede wszystkim:
- raport linków w Google Search Console,
- Ahrefs,
- Semrush,
- Majestic,
- inne narzędzia, których firma już używała do monitorowania linkowania.
Nie ma potrzeby kupowania abonamentu w kilku systemach tylko na potrzeby jednej migracji. Dane poszczególnych narzędzi nie będą identyczne, a żadne z nich nie pokazuje kompletnego obrazu internetu. Chodzi o znalezienie miejsc istotnych, nie o stworzenie teoretycznie kompletnej listy każdego odnośnika.
Osobno sprawdziłbym profile partnerów. To źródło często jest pomijane. Stara domena może występować na stronie producenta, dostawcy oprogramowania, organizatora konferencji, franczyzodawcy albo firmy, z którą przedsiębiorstwo realizowało wspólny projekt.
Praktyczna lista migracyjna powinna mieć formę arkusza. Minimum to pięć kolumn:
| Stary adres docelowy | Nowy odpowiednik | Miejsce publikacji | Kontakt do operatora | Status aktualizacji |
|---|---|---|---|---|
| stara-domena.pl/uslugi | nowa-domena.pl/uslugi | katalog firm | e-mail operatora | do zgłoszenia |
| stara-domena.pl/oferta-a | nowa-domena.pl/oferta-a | artykuł sponsorowany | wydawca | zgłoszono |
| stara-domena.pl | nowa-domena.pl | profil partnera | dział marketingu | poprawiono |
Przy większej liczbie wpisów dodałbym jeszcze kolumny typ linku, priorytet, data zgłoszenia i data kontroli.
Priorytet nie powinien być przypadkowy. Najpierw poprawia się miejsca, które:
- generują realne wejścia użytkowników,
- są dobrze widoczne w Google,
- należą do ważnych partnerów lub serwisów branżowych,
- zawierają rozbudowane dane firmy,
- można zaktualizować bez wielotygodniowej korespondencji.
Link z zapomnianego katalogu odwiedzanego przez kilka osób rocznie może spokojnie poczekać. Odnośnik z profilu dużego partnera prowadzący do nieaktualnej domeny — nie.
Kiedy wystarczy przekierowanie, a kiedy warto poprawić odnośnik?
Podstawą migracji jest mapowanie starych adresów URL na nowe. Jeżeli dawniej istniała strona:
stara-domena.pl/serwis-klimatyzacji
a jej bezpośrednim następcą jest:
nowa-domena.pl/serwis-klimatyzacji
to właśnie pomiędzy tymi adresami powinno działać stałe przekierowanie serwerowe, zwykle 301 lub 308.
Najczęstszy błąd wygląda inaczej: wszystkie adresy starej domeny są kierowane na stronę główną nowej witryny. Technicznie użytkownik gdzieś trafia, ale semantycznie migracja jest źle wykonana. Google zaleca kierowanie starych adresów do odpowiadających im nowych stron i ostrzega przed masowym przekierowywaniem niepowiązanych URL-i na stronę główną. Takie przekierowania mogą zostać potraktowane podobnie jak soft 404.
Dlatego kolejność jest prosta:
- stary produkt → nowa strona tego produktu,
- stara usługa → nowa strona tej usługi,
- stary artykuł → jego nowa wersja,
- stara kategoria → odpowiadająca jej nowa kategoria.
Jeżeli dana treść została rzeczywiście połączona z inną stroną, przekierowanie do wspólnej nowej podstrony jest uzasadnione. Nie trzeba sztucznie odtwarzać każdej starej struktury tylko po to, żeby zachować adres jeden do jednego.
Po wdrożeniu mapowania trzeba sprawdzić przekierowania, a nie tylko założyć, że działają. Przy kilku adresach wystarczy kontrola nagłówków HTTP albo narzędzie do inspekcji URL. Przy setkach lub tysiącach adresów sensowniej uruchomić crawl, np. w Screaming Frog, i wyłapać:
- przekierowania na błędne podstrony,
- odpowiedzi 404,
- pętle przekierowań,
- łańcuchy typu stary URL → pośredni URL → kolejny URL → właściwa strona.
Im krótsza droga, tym lepiej. Google zaleca kierowanie od razu do finalnego adresu i ograniczanie łańcuchów przekierowań.
Samo działające 301 nie oznacza jednak, że można zignorować wszystkie zewnętrzne publikacje. Google zaleca po migracji aktualizować istotne linki zewnętrzne, zwłaszcza te generujące ruch. Ma to również czysto praktyczny sens: użytkownik trafia bezpośrednio na nowy URL, serwer nie musi za każdym razem wykonywać przekierowania, a firma nie jest uzależniona od utrzymywania starego adresu tylko dlatego, że kilkadziesiąt ważnych profili nadal go używa.
Najwyższy priorytet dałbym więc profilom kontrolowanym przez samą firmę: mediom społecznościowym, katalogom, profilom organizacji, stronom partnerów oraz najważniejszym publikacjom.
Przekierowania ze starej domeny powinny działać długo. Aktualna dokumentacja Google mówi o utrzymywaniu ich co najmniej przez rok, a z punktu widzenia użytkownika sensowne może być pozostawienie ich bezterminowo, jeśli firma nadal kontroluje starą domenę.
Nie rezygnowałbym więc pochopnie ze starego adresu internetowego po pierwszym odnowieniu. Utrata domeny oznacza utratę kontroli nad przekierowaniami. W skrajnym przypadku ktoś inny może ją później zarejestrować, a stare odnośniki znajdujące się w internecie zaczną prowadzić do zupełnie innej strony.
Migracja domeny wymaga też aktualizacji elementów znajdujących się na nowej witrynie: linków wewnętrznych, mapy XML, canonicali oraz — jeżeli występują — odwołań hreflang. W Search Console przy rzeczywistej zmianie domeny lub subdomeny należy również użyć procedury zmiany adresu zgodnie z wymaganiami Google. Trzeba przy tym objąć migracją wszystkie używane warianty starej domeny, np. wersję z www, bez www oraz aktywne subdomeny, jeżeli również zmieniają adres.
Trzeba też sprawdzić treść samych wizytówek. Zmiana domeny nie jest zmianą NAP, jeśli nazwa firmy, jej fizyczny adres i telefon pozostają takie same. Nie ma wtedy powodu przepisywać tych danych. Poprawia się przede wszystkim domenę i ewentualne fragmenty opisu, w których stary adres został wpisany tekstowo.
Jeżeli wraz z migracją zmienił się branding, nazwa handlowa, adres e-mail albo sposób prezentowania firmy, zakres aktualizacji będzie większy. Wtedy każdą wizytówkę trzeba potraktować jako zestaw powiązanych danych, a nie tylko miejsce z jednym linkiem.
Nie należy przy tym zakładać migracji bez najmniejszego ruchu w wynikach wyszukiwania. Przy większej zmianie adresów widoczność może przejściowo się wahać, ponieważ stare i nowe URL-e są ponownie skanowane oraz przetwarzane. Przy małych i średnich witrynach przejście większości stron może potrwać kilka tygodni, przy dużych — dłużej. Dobre przekierowania, mapowanie i poprawione linki ograniczają ryzyko problemów, ale nie gwarantują idealnie płaskiego wykresu widoczności.
Jak uzgodnić aktualizacje z wydawcami i operatorami katalogów?
Najgorsza wiadomość do wydawcy brzmi mniej więcej: „Zmieniliśmy domenę, proszę poprawić nasze linki”. Operator musi wtedy sam ustalić, gdzie znajduje się publikacja, który odnośnik trzeba zmienić i jaki ma być jego nowy cel.
Zgłoszenie powinno być gotową instrukcją.
W jednym mailu należy podać:
- adres publikacji lub wizytówki, która wymaga edycji,
- aktualny adres występujący w publikacji,
- dokładny nowy adres,
- anchor lub fragment treści, jeżeli pomaga zidentyfikować link,
- inne dane wymagające zmiany,
- informację, czego nie należy zmieniać.
Przykład zakresu technicznego:
https://stara-domena.pl/instalacje
zamienić na
https://nowa-domena.pl/instalacje
Bez zmiany nazwy firmy, numeru telefonu i adresu siedziby.
Przy większej liczbie publikacji znacznie lepiej wysłać tabelę niż kilkadziesiąt opisów w treści wiadomości. Zmniejsza to ryzyko pomyłki po obu stronach.
Nie zakładałbym też, że każda edycja starego artykułu sponsorowanego będzie bezpłatna. Zasady zależą od wydawcy, platformy i pierwotnych warunków zamówienia. Przed rozpoczęciem masowego zgłaszania zmian dobrze jest ustalić cztery rzeczy: czy edycja jest możliwa, jaki jest jej koszt, ile trwa i czy zmiana linku wpływa na pozostałe warunki publikacji.
Dotyczy to również publikacji CMSPACE. Aktualna oferta artykułów sponsorowanych określa ceny nowych publikacji oraz zasady ich utrzymywania — przykładowo publikacje wielotematyczne nie mają określonego terminu ważności, natomiast część publikacji tematycznych i premium jest oferowana na minimum 36 miesięcy. Nie ma jednak publicznego, odrębnego cennika ani gwarantowanego terminu późniejszej edycji istniejącego artykułu, dlatego zmianę linku w już opublikowanej treści trzeba uzgodnić osobno przed zleceniem. Nie należy automatycznie zakładać, że będzie bezpłatna tylko dlatego, że publikacja nadal jest aktywna.
Inaczej wygląda sytuacja z wizytówkami NAP CMSPACE. Operator deklaruje, że katalogi należą do jego własnej sieci i dlatego może wprowadzać uzgodnione aktualizacje danych w istniejących profilach. Przy migracji domeny oznacza to możliwość zgłoszenia zmiany adresu strony w wizytówkach znajdujących się w tych katalogach bez konieczności tworzenia nowych profili. To właśnie właściwy kierunek: jeżeli istniejąca wizytówka opisuje tę samą firmę, aktualizuje się ją zamiast mnożyć duplikaty.
FAQ
Czy po zmianie domeny trzeba zdobywać wszystkie linki od nowa?
Nie. Prawidłowe przekierowania ze starych URL-i na nowe pozwalają zachować ciągłość migracji. Najważniejsze zewnętrzne linki warto jednak poprawić bezpośrednio, szczególnie gdy generują ruch albo pochodzą z istotnych profili i publikacji.
Czy aktualizować wizytówkę, czy tworzyć nową?
Jeżeli zmieniła się tylko domena, a firma, adres siedziby i pozostałe dane dotyczą tego samego podmiotu, aktualizuj istniejącą wizytówkę. Tworzenie drugiej wersji profilu może prowadzić do duplikacji i pozostawienia w sieci sprzecznych danych.
Czy stare linki mogą pozostać aktywne?
Tak, jeśli prowadzą przez poprawne, stałe przekierowanie do odpowiadającej im strony w nowej domenie. Nie jest to jednak argument za pozostawieniem wszystkich ważnych publikacji bez zmian. Linki, nad którymi masz kontrolę albo które generują znaczący ruch, lepiej kierować bezpośrednio na nowy adres.
Jak sprawdzić, czy zmiany zostały wykonane?
Otwórz adres publikacji i sprawdź docelowy URL linku, a następnie wykonaj ponowną kontrolę po kilku dniach. Przy większej liczbie wpisów prowadź arkusz ze statusem „zgłoszono”, „poprawiono” i „sprawdzono”. Równolegle kontroluj przekierowania starej domeny, raporty indeksowania i linków w Google Search Console oraz błędy 404 na nowej witrynie.